XXX
-Jesteśmy coraz słabsi-Lucyfer uderzył dłonią o stół wokół którego stali. –Zrób coś
z tym!
-Nie masz prawa mi
rozkazywać-Podszedł do Lucyfera, stanął nad nim i nachylił głowę. Był od niego
o głowę wyższy.
-Wybacz-Pochylił głowę. Bał się
go. Ale musiał z nim współpracować, szczególnie w tych ciężkich chwilach.
-Potrzebujemy nowych ludzi-Odszedł
na niego i usiadł na krześle. Lucyfer stał nadal. Wolał nie ryzykować.
-Ale sam wiesz jakie to trudne.
Potrzeba wiele prób żeby znaleźć odpowiednich…
-Tak, wiem. Ale mam pomysł. Bóg
też się zbroi. Może by tak odciągnąć ludzi od niego.
-Ale… W sumie to nie głupi pomysł.
Łatwiej będzie ich odwieść od Boga niż szkolić od nowa.
-Więc nie stój już tutaj tylko
obserwuj co robią aniołowie. Przecież sam Bóg nie pofatyguje się na Ziemie.
Lucyfer wyszedł z Sali. Gdy
wychodził jego wzrok na plecach. Trudność sprawiło mu wyjście z pomieszczenia.
Strach go paraliżował. Ale bał się niewielu rzeczy."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz